Historia Katarzyny

Warto zawalczyć o społeczną akceptację osób z otyłością. Zmieniając nastawienie do nich i ich choroby, możemy wesprzeć ich w walce o lepszą przyszłość.

sHistoria Katarzyny

Jestem mamą trójki dzieci, żoną i nauczycielką. Ukończyłam studia na Wydziale Historycznym na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz pięć kierunków na studiach podyplomowych. Od kilkunastu lat pracuję jako nauczycielka w szkole ponadpodstawowej. W wolnych chwilach piszę książki, wiersze oraz fotografuję. Interesuję się historią, zwłaszcza lokalną, dlatego dołączyłam do Towarzystwa Miłośników Ziemi Kościańskiej oraz Leszczyńskiego Stowarzyszenia Twórców Kultury. Moja pasja zaprowadziła mnie do pisania – jestem autorką i współautorką siedmiu książek, m. in. o wierzeniach, legendach oraz losach mieszkańców powiatu. Za swoje zaangażowanie i działania otrzymałam kilka nagród, w tym statuetkę z rąk Minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów „Serce Matkom Ojczyzny”, za kształtowanie postaw moralnych i obywatelskich młodego pokolenia Polaków w swojej „małej ojczyźnie”. Zostałam wybrana Człowiekiem Roku – Kościan 2015, przez czytelników „Faktów Kościańskich” i „Głosu Wielkopolskiego”. Uznano mnie także za „1 ze 100 powodów do dumy w Wielkopolsce na 100-lecie Państwa Polskiego” w 2018 r1.

Nigdy nie traktowałam moich nadmiarowych kilogramów i otyłości jako choroby. Raczej jako efekt słabej woli. Uważałam, że jestem jaka jestem, bo tak w życiu się złożyło.

Wstyd się przyznać, ale przez lata nauczyłam się żyć z otyłością, może nawet wypierać jej istnienie. Pracuję w szkole z cudownymi młodymi ludźmi i nigdy nie usłyszałam żadnego przykrego słowa pod swoim adresem. Moja czujność została uśpiona, a ja zaakceptowałam swój stan jako normę. Kilka razy podejmowałam nieumiejętne próby odchudzania: wizyty u dietetyka, głodzenie się, cudowne zioła, magiczne tabletki i diety eliminacyjne… Traciłam na wadze z większym lub mniejszym skutkiem. Jednak zawsze z silnym efektem jo-jo, który mnie psychicznie dobijał.

Wszystko zmieniło się po wizycie u lekarza laryngologa, który powiedział do mnie: „Jest pani bardzo młodą kobietą i całe życie przed panią. Warto byłoby się wziąć za siebie i powalczyć o zdrowie”. Te słowa bardzo mnie poruszyły i doszłam do wniosku, że spróbuję jeszcze raz. Moje dzieci były wtedy już starsze i nie wymagały ciągłej opieki, dzięki czemu ja również miałam więcej czasu dla siebie. Od 10 lat mam poważne kłopoty z chodzeniem z powodu zmian zwyrodnieniowych obu pięt i pomyślałam wtedy jak wspaniale byłoby móc w przyszłości dogonić wnuki i bawić się z nimi. Niestety waga nie ułatwia mi tego zadania.

Po kilku latach poszukiwań w końcu trafiłam na świetnego lekarza, który zajmuje się leczeniem otyłości. W styczniu 2021 roku postawił on trafną diagnozę choroby otyłościowej.

Lekarz zaskoczył mnie stwierdzeniem, że nie mam się odchudzać tylko leczyć.

Zaczął się proces zmian nawyków żywieniowych i wprowadzania aktywności fizycznej. Zmieniłam swoje podejście do jedzenia. Dotychczas traktowałam je, zwłaszcza czekoladę, jako nagrodę. Teraz już tego nie robię. Mam również większą świadomość podczas robienia zakupów. Zaangażowałam do pomocy również swoją Rodzinę. W miarę możliwości, gdy mogę chodzić, zwiększam aktywność fizyczną. Zauważam zmiany i powoli oswajam się z nimi. Moi znajomi również je dostrzegają.

Wiem, że przede mną daleka droga, pełna wybojów i pokus do pokonania. Wsparcie Rodziny jest dla mnie w tej drodze bardzo ważne.

To Rodzina daje mi pozytywnego „kopa” do działania. Motywują, pomagają, dopingują, a w sytuacji kryzysowej pocieszą. Brak takiego wsparcia może nam nawet uniemożliwić realizację celu. Myślę, że   w dzisiejszych czasach, w których promuje się wizerunek idealnego ciała, po zabiegach chirurgicznych i retuszach zdjęć, bardzo trudno znaleźć cień społecznej akceptacji.

Niektórzy widząc osoby z otyłością, odbierają je jako te, które są bezczynne, nic nie robią, tylko siedzą i jedzą.

Ludzie chorujący na otyłość są ośmieszani i napiętnowani. „Jak można przytyć do takich rozmiarów? Gdzie on miał oczy?”. Wystarczy spojrzeć choćby na ubrania. Powyżej pewnego rozmiaru zakup ładnych ubrań graniczy z cudem. Osoby z otyłością są piętnowane również na siłowni, basenie czy w komunikacji publicznej. Przykłady można mnożyć, a wszystko to powoduje, że osoby zmagające się z nadmiarem kilogramów zamykają się w sobie. Zapadają na depresję. Nie widzą szans na lepsze jutro, ani jakiegokolwiek rozwiązania.

Warto postarać się o społeczną akceptację osób z otyłością. Zmieniając nastawienie do nich i ich choroby, możemy wesprzeć ich w walce o lepszą przyszłość.

Osobom, które żyją z otyłością chciałabym przekazać radę, którą usłyszałam od mojego kolegi –  terapeuty uzależnień. Proszę nie traktować leczenia otyłości jako kary za grzechy. Każdy ma prawo się mylić i popełniać mniejsze lub większe błędy w życiu. Najważniejsze, aby wytrwać w swoich postanowieniach dotyczących zmiany nawyków żywieniowych tylko jeden dzień. Jeden jedyny dzień, czyli tak naprawdę jakieś 12 godzin. Udało się? To cudownie! Od jutra też tylko jeden dzień… W ten sposób ani się spostrzeżemy, upłynie nam kilka, kilkanaście lat, a my wytrwamy w postanowieniach, które pomogą nam odzyskać zdrowie.


[1] „Taka jest Wielkopolska” 1918-2018, Głos Wielkopolski, 28 grudnia 2018.

PL21CO00004